5 grzechów początkujących rysowników

1. Strach przed popełnieniem błędu

Wielu osobom popełnienie błędu kojarzy się z czymś negatywnym. To dlatego, że błąd prowadzi często do porażki. Jednak zastanówmy się przez chwilę jak to działa w rysunku? Kiedy tworzymy jakąś pracę w celu przećwiczenia pewnych zagadnień, to co właściwie ma być tą porażką? Przecież i tak ćwiczymy to, co chcieliśmy ćwiczyć. Tak więc cel wykonany.

Jeśli zatem błąd nie prowadzi do porażki, to… chyba nie do końca trafne byłoby uznanie go za coś złego. Powiem więcej – moim zdaniem błąd w rysunku jest czymś pozytywnym. Dlaczego? Bo jest to pewne doświadczenie. Informacja na przyszłość, że pewne działania czy metody nie przynoszą efektu. I to bardzo ważna informacja, ponieważ, powiedzmy sobie szczerze – Gdybym nie wiedział czego nie robić, to skąd miałbym wiedzieć co robić?

Dlatego każdego, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z rysunkiem, zachęcam – Nie bój się popełniać błędów! Nawet jeśli go popełnisz, wystarczy to przeanalizować i wyciągnąć wnioski.

Jest to szczególnie istotne przy poznawaniu nowych technik oraz poszukiwaniu innych środków wyrazu. Dzięki temu Twój warsztat ewoluuje i staje się coraz lepszy. Bez tego – będziesz cały czas rysować tak samo.

2. Rozmazywanie rysunku dłonią

Prawdopodobnie każdy, kto kiedykolwiek rysował ołówkiem coś trochę większego, niż rysunek na marginesie zeszytu, choć raz spotkał się z tym problemem. Rysunek już prawie skończony, dobrze wydobyty walor i kontrasty, całość wygląda efektownie, ale… nagle odkrywasz, że tło jest jakieś takie… szare. Najjaśniejsze miejsca rysunku nie „świecą” tak, jak powinny, a kontur najciemniejszych plam się rozmył. Do tego dolna część Twojej dłoni jest cała w graficie.

Wydaje się to być czymś normalnym. W końcu rysowanie nie jest czynnością sterylnie czystą. A co jeśli Ci powiem, że wcale tak nie jest? Że „brudna” ręka jest jedynie kwestią zastosowania takiej, a nie innej techniki?

Co zatem zrobić żeby temu zapobiec?

Na pierwszy rzut oka jest to bardzo proste. Wystarczy rysować od lewej do prawej (w przypadku osób leworęcznych – od prawej do lewej). Dzięki temu nie ma ryzyka niechcianego, przypadkowego roztarcia raz już narysowanych rzeczy. Jest tylko jeden mały problem. Przy zastosowaniu tej techniki, każdy element rysunku trzeba narysować „na raz”, bez żadnych poprawek. Jeśli Twoim celem jest rysunek foto-realistyczny i masz całkiem dużą wprawę, nie będzie to dla Ciebie większym problemem. Jednak w każdym innym wypadku ten sposób sprawdzi się, delikatnie mówiąc, średnio.

O wiele lepszym pomysłem będzie wzięcie kartki A4 i położenie jej sobie pod rysującą ręką. Dzięki temu zniknie konieczność rysowania wszystkiego w twardo określonej kolejności. No i będzie można wracać do raz narysowanych już rzeczy, żeby je poprawić. Pamiętaj tylko, żeby, przesuwając dłoń, nie ciągnąć za sobą kartki. Kartka A4 musi leżeć nieruchomo. W przeciwnym razie tarcie papieru o papier również rozetrze Twój rysunek, a Ty nie uzyskasz założonego na początku efektu.

3. Lekceważenie fazy linearnej

Bardzo częsta przypadłość. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że, odkąd uczę rysować, około 8 na 10 moich kursantów miało z tym problem. Jeśli też należysz do grona rysowników, którym zależy na szybkim i miłym dla oka efekcie końcowym, proponowałbym nieco zwolnić i zastanowić się nad jedną bardzo ważną kwestią.

Jaką masz gwarancję, że to, co narysowałeś/aś, jest dobrze zbudowane w perspektywie?

Aaa, no właśnie. To jest jedna z ważniejszych rzeczy, które odróżniają dzieła profesjonalistów od rysunków amatorów. I nie mam tutaj wcale na myśli masy pozornie bezużytecznych kresek naniesionej tylko po to, żeby rysunek był „wykonstruowany”. Mam tutaj na myśli pewnego rodzaju świadomość. Chwilę refleksji. Kilka minut zastanowienia się nad tym, jak rysowany obiekt rzeczywiście by wyglądał, gdybym patrzył na niego pod takim, a nie innym kątem. Zastanowienie się nad pewną logiką jego budowy. Przyjrzenie się jego kształtowi, proporcjom. Analitycznie, z wielu różnych stron. Zadanie sobie pytania: Jak wyglądałby ten obiekt, gdybym go przeciął na pół przez środek? Jak wygląda z przodu? Jak z boku?

Stosunkowo nietrudno jest narysować coś tak jak to widzimy. Trochę trudniej jest jednak zbudować rysowane rzeczy, odpowiednio wyznaczyć ich punkty zbiegu, dobrze umiejscowić horyzont na kartce, geometrycznie wyznaczyć ich kształty oraz relacje między nimi. A właśnie dopiero wtedy mamy pewność, że nasz rysunek jest bezbłędny.

4. Opór przed technikami innymi, niż ołówek

To nawet całkiem logiczne. Ołówek ma jedną ważną cechę – można go zmazać. Długopis lub marker już nie. Jednak, moim zdaniem, to właśnie ta właściwość jest jednym z największych wrogów początkujących rysowników. Dlaczego?

Zazwyczaj artyści pragną, aby ich prace były efektowne i dobrze się prezentowały. W kontekście takich, a nie innych oczekiwań wydawać by się mogło, że możliwość zmazania ołówka jest plusem. W sumie, trudno się z tym nie zgodzić. Problem leży w naszej psychice.

Pamiętam, jak kiedyś sam zaczynałem rysować. Szło mi coraz lepiej i lepiej z każdym rysunkiem, ale cały czas bałem się sięgnąć po cokolwiek innego, niż ołówek. Aż w końcu pewnego dnia udało się. Zmusiłem się, aby pierwszy raz w życiu zrobić mały rysunek cienkopisem. Byłem mocno zawiedziony. Chmura przecinających się ze sobą nieprecyzyjnych kresek i totalny chaos na całej pracy. I właśnie wtedy coś się we mnie ruszyło. Doszedłem do bardzo ciekawego wniosku. Fakt, że zawsze mogłem cofnąć każdą pomyłkę sprawił, że nie miałem kompletnie żadnej motywacji, żeby tych pomyłek unikać. No bo po co? Jeśli kreska pójdzie krzywo – zmażę ją i narysuję następną.

Dopiero przerzucenie się na rysowanie cienkopisem nauczyło mnie prawdziwego panowania nad ręką. Nie mogłem zmazać własnych błędów, więc po prostu przestałem je robić. Z czasem zacząłem sprawnie operować również innymi technikami.

5. Nieregularność ćwiczeń

Zapisałeś/aś się na kurs, chodzisz co tydzień na zajęcia przez miesiąc, dwa, trzy i… klapa. Porównujesz swoje rysunki z początku kursu z obecnymi i nie dostrzegasz jakiejś wielkiej różnicy. Krzywe kreski, niezbiegające się linie, chaotyczne plamy. Ogólnie wygląda to nieciekawie. I właśnie wtedy zaczynasz zastanawiać się nad powodem takiego stanu rzeczy. Oto on:

Rysowanie jest niczym innym, jak czynnością ruchową. A ruch wymaga pracy mięśni. I tu właśnie leży klucz do sukcesu. Jeżeli uda Ci się wykształcić dobre nawyki już na samym początku, jesteś na wygranej pozycji. Chodzi o to, żeby wyrobić w swoim ręku coś, co sportowcy nazywają pamięcią mięśniową.

Jak to wygląda w rysunku?

Kiedy muszę narysować coś tak protego, jak równa kreska, elipsa, kwadrat w perspektywie czy nawet sześcian, nawet o tym nie myślę. Te rzeczy po prostu same wychodzą mi spod ołówka. To dlatego, że rysowałem je w swoim życiu tyle razy, że moja ręka pamięta te ruchy. Dosłownie. Dzięki temu, kiedy mam do narysowania jakiś kadr z wąskiej staromiejskiej uliczki, albo dla wprawy maluję sobie martwą naturę lub rysuję cokolwiek innego, nie muszę pilnować każdej kreski. Mogę bardziej skupić się na innych rzeczach, jak np. kompozycja czy światłocień. I cała praca staje się o wiele bardziej efektowna.

Jak dojść do takiego stanu? To bardzo proste. Wystarczy po prostu nieustannie ćwiczyć rękę. Codziennie po trochu. Nie mam tutaj na myśli robienia codziennie jednego rysunku. Jeśli masz na to czas, chwała Ci za to. Jednak większość z nas tyle czasu nie ma. Ale wystarczy dosłownie 5 minut dziennie. Kilka kresek, coś bardzo prostego, ale codziennie. Zapewniam, że już po paru tygodniach zobaczysz piorunującą różnicę.

A jakie są Wasze przemyślenia na ten temat? Może chcielibyście podzielić się własnymi doświadczeniami z okresu początku twórczości?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *